piątek, 21 lipca 2017

Przygody ciekawskiej Jadzi cz. 1-audiobook Bajkowiska

Wakacje to świetny czas na czytanie, słuchanie lub oglądanie wartościowych bajek. Lista lektur może być długa. Jeśli szukacie ciekawego pomysłu na wspólne spędzenie czasu z bajką, polecam portal Bajkowisko.pl


Podczas naszej długiej podróży autem ( 12 godz. razy dwie strony) nie wyobrażałam sobie innej rozrywki dla synów niż słuchanie audiobooków i słuchowisk. Tablet czy kolorowanki po czasie się znudziły, a słuchanie piosenek lub bajek jest uniwersalne, zawsze był na to dobry moment.

Podczas naszej podróży oglądaliśmy filmiki na YT, z seriami kilku opowiastek, aby uatrakcyjnić słuchanie i dostarczać nowych wrażeń. Do naszych ulubionych filmików z pewnością zaliczymy Przygody ciekawskiej Jadzi i innych dzieciaków  Marii Weryho (1858-1944), prekursorki wychowania przedszkolnego. Krótkie historyjki o dzieciach i ich przygodach.

  • Jeśli chcecie poznać miłą i grzeczną, a przy tym śliczną dziewczynkę, to koniecznie posłuchajcie historii Jadzi. Miała dobre serce, kochała rodziców i opiekunkę. Dała się poznać jako prawie idealne dziecko. Choć była rysa w jej charakterze, a nawet rodzinny sekret związany z jej zachowaniem. Miała niezbyt elegancki nawyk...Rodzice i opiekunka bardzo simartwili i nie raz uronili z tego powodu łzę. Pewnego dnia podczas wizyty u babci, kiedy Jadzia na chwilę została sama w domu, spotkała ją nieoczekiwana rzecz... Chcecie wiedzieć, co to było? Posłuchajcie koniecznie! Takich dziewczynek i chłopców jest wokół  nas całkiem sporo :) Dydaktyczna historia, która pozostawia naukę nie tylko dla dzieci.

  •  Druga historia, która spodobała się moim synom, to historia przyjaźni dwóch dziewczynek, Stefci i Jadzi. Jedna z nich była bogata, druga biedna. Chodziły do tej samej klasy i nawet siedziały razem w ławce. Jadzia, córka sklepikarzy, była zawsze ładnie ubrana i miała pięknie oprawione książki, smaczne drugie śniadanie i kieszonkowe na swoje wydatki. Popołudnia spędzała w domu na odrabianiu lekcji lub zabawie. Natomiast Stecia, córka szewca, żyła bardzo skromnie i marzyła tylko o tym, by móc się uczyć. Miała jednak tak wiele obowiązków domowych, że po powrocie ze szkoły nie miała już czasu na książki. Jak się potoczyły losy tych bohaterek? Warto posłuchać, bo to mądra opowieść o wartości przyjaźni, której nie zniszczy pochodzenie ani majętność.

  • Kolejna opowieść, która zapadła nam szczególnie w pamięci to historia braci, Wacku i Stachu. Mieszkali z mamą praczką, która ciężko pracowała, aby zapewnić im czyste ubranie i kromkę chleba. Pewnego dnia mama poprosiła, by Wacek pomógł jej rozplątać supeł, gdyż jej ręce były nazbyt spracowane i obolałe, by to zrobić. Po tym wydarzeniu  chłopcy uświadomili sobie, że mama pracuje bez wytchnienia i jest bardzo zmęczona.  Wpadli na pewien pomysł, aby jej nieco ulżyć... Wartościowa opowieść o znaczeniu pracy, ale przede wszystkim o miłości i relacji w rodzinie.

Opowieści autorstwa Marii Weryho  może wydadzą się niezbyt współczesne ("zawodową" praczką już żadna mama nie jest ),  jednak poruszane w nich problemy są z całą pewnością ponadczasowe.
Ładnie ilustracje i profesjonalna interpretacja głosowa Karoliny Muszalak- Buławy dodatkowo uatrakcyjniają kontakt z audiobookiem.
Polecam!

https://www.youtube.com/watch?v=gGZ7a47-rW4


autor: Maria Weryho
czyta: Karolina Muszalak- Buława
czas: 39,44 min.

O słuchowiskach Bajkowiska już pisałam:

https://bajkogrod.blogspot.com/2017/05/bedny-ognik-audiobook-bajkowiska.html

https://bajkogrod.blogspot.com/2017/03/smocza-uska-suchowisko-bajkowiska.html


czwartek, 29 czerwca 2017

Wielki czerwony pies...



Kamila Posobkiewicz

Norman Bridwell Clifford. Wielka księga przygód



Czy znacie wielkiego czerwonego psa i jego panią, Emily Elizabeth? Tego samego, który od roku 1988 pokazuje się w telewizyjnych serialach animowanych? 



Przyznam szczerze, że nie znałam wszystkich perypetii tego niezwykłego psa, nie wiedziałam też, w jaki sposób pojawił się na naszych ekranach. Jednak dzięki nowej książce, wydanej przez wydawnictwo Znak Emotikon, poznałam tajniki powstania tej książki dla dzieci.


 Talent autora

Norman Bridwell ur. W 1928 r. w USA, w stanie Indiana, już jako dziecko przejawiał talent do rysowania. Wolne chwile spędzał na rysowaniu scen wymyślonych przez siebie postaci. Rysunki powstawały wieczorami na skrawkach papieru. Gdy Norman ukończył szkołę średnią, dostał się na studia w uczelni artystycznej.  I choć nie do końca wierzył w swoje możliwości, odkrył, że innym podobają się jego śmieszne historyjki rysunkowe.

 Powstanie historyjki o psie

Norman za namową żony w 1962 r. zdecydował się pokazać swoje rysunki kilku wydawnictwom. Wtedy jedna z redaktorek zaproponowała, żeby dopisał do ilustracji dziewczynki z wielkim  czerwonym psem opowiadanie.  Przepełniony entuzjazmem autor napisał historię w ciągu trzech dni. W ten sposób powała opowieść o małej bohaterce, Emily Elizabeth, której pierwowzorem była córka Normana oraz jej wielkim psie, Cliffordzie. Imię psa zaproponowała żona autora.

Chciałem nazwać go Tiny, ale żona uznała, że to zbyt  banalne i zaproponowała Clifford- na pamiątkę swojego wyimaginowanego przyjaciela z dzieciństwa.  
Pierwsze wydanie Clifforda miało miejsce w 1963 r . przez wydawnictwo Scholastic. Jak można się łatwo domyślić, życie autora uległo zmianie. Choć twórca nie zakładał kontynuowania prac nad dalszymi losami wielkiego psa, stworzył dziesiątki tomów przygód bohatera, które zostały przetłumaczone na ponad trzynaście języków.




 Sukces Clifforda

Dzięki Cliffordowi Norman Bridewll  podróżował po całym świecie, otrzymywał setki listów od swoich małych czytelników; poznał niezwykłych ludzi, jak np., prezydenta Stanów Zjednoczonych i pierwszą damę, wielu pisarzy, dziennikarzy i artystów.
Norman Bridwell uważał się za szczęściarza, bo dzięki Cliffordowi gościł uśmiech na twarzach dzieci, które uwielbiał.
Twórca pozostawił wskazówkę innym pisarzom: Pisz tylko o tym, co sprawia ci przyjemność.
Warto ją zapamiętać!

Clifford, jako bohater książek zagościł też do telewizji jako bohater animowanego serialu, który prawdopodobnie większość z nas miała okazję przynajmniej raz obejrzeć.

A dziś chciałabym was zachęcić do książki, która z pewnością powinna się znaleźć na liście wakacyjnych propozycji.

Książka Clifford. Wielka księga przygód. Wybór opowiadań wydawnictwa Znak Emotikon, rzeczywiście gabarytowo jest duża, pięknie wydana w twardej oprawie; przełożona przez Małgorzatę Pietrzyk, a bogato ilustrowana oczywiście przez samego Normana Bridwell’a.

To księga zawierająca sześć przygód bohaterów:

1.       Clifford- wielki czerwony pies

2.       Clifford w cyrku

3.       Clifford dostaje pracę

4.       Clifford wyrusza w podróż

5.       Dobre uczynki Clifforda

6.       Sztuczki Clifforda  

 Nie trzeba chyba nikomu przedstawiać tego wielkiego psa, który ma dobre serce i zawsze chce nieść pomoc, ale jego rozmiar czasem jest to dość skomplikuje i powoduje przezabawne perypetie. Jak w ulubionym opowiadaniu moich dzieci- Dobre uczynki Clifforda, w którym pies chce codziennie zrobić dobry uczynek, np. załadować zgrabione liście na ciężarówkę, pomóc malować płot, zdjąć kotka z drzewa, napełnić powietrzem  oponę w aucie, roznieść gazety i wiele innych, które pechowo obracają  się przeciwko niemu …

A jak się  to kończy? Przeczytajcie sami, na pewno warto!

Historie opowiadane  z perspektywy Emily Elizabeth, pouczające, mądre, niosące przesłanie, że warto być dobrym i pomagać innym. Idealne do poczytania  dzieciom w pociągu, na plaży lub przed snem. Polecam!

tu możesz obejrzeć książeczkę

   
Autor- Norman Bidwell
Przykład- Małgorzata Pietrzyk
Ilustracje- Norman Bridwell
Wydawnictwo- znak emotikon
Wydanie pierwsze  Kraków 2017
Oprawa- twarda, 192 str.



wtorek, 27 czerwca 2017

Leśni przyjaciele i czarny pająk




Pewnego razu w Leśnej Krainie przyjaciele- żółw Tuptuś i sowa Huhatka spędzali miło popołudnie na leśnej polanie, tuż obok rzeki Błęitki. Byli akurat po podwieczorku i odpoczywali, czytając ulubione książki. 
- Ciekawe, co u naszego księcia?- zamyślił się żółw.
- Pewnie psoci, jak zawsze – stwierdziła sowa, nie odrywając wzroku od książki.
- A może napiszę do niego list?- zaproponował Tuptuś.
- O, to świetny pomysł!- odparła sowa, nadal nie odrywając wzroku od książki.
- No dobrze, tylko pójdę do domu po papier, pióro i kopertę.
Gdy Tuptuś wrócił  na polanę i był gotów, napisał:

Drogi Książę Filipie!

Razem z Huhatką jesteśmy ciekawi, co u Ciebie słychać? Jak się masz, czy jesteś zdrowy?
Może spotkamy się na naszym ulubionym kamieniu, w piątek ( jutro)  po podwieczorku?

Ściskamy mocno,
Tuptuś i Huhatka

- Napisałem- powiedział żółw, odłożywszy pióro.
- Świetnie, to teraz włóż do koperty. A i nie zapomnij jej zaadresować!- Huhatka dała przyjacielowi dokładne instrukcje, bo często pisała listy do swoich przyjaciół, a Tuptuś nie.
Żółw zaadresował kopertę:

Książę Filip
Zamek
Bajkogród

Gdy żółw pokazał list Huhatce, ta stwierdziła,  że teraz trzeba szybko udać się na leśną pocztę, aby go wysłać.


W okienku na poczcie siedziała wiewiórka Basia.
- Poproszę znaczek na list- powiedział żółw, pokazując zieloną kopertę.
- Oczywiście, a dokąd chcecie wysłać list?
- Do Bajkogrodu- odparł Tuptuś.
- Proszę bardzo - wiewiórka podała żółwiowi piękny złoty znaczek, który nakleił w prawym górnym rogu koperty.
-  Gotowe. Bardzo się cieszę, że nasz list poślemy do księcia- wyznał szczerze Tuptuś.
- Jeśli się pośpieszycie, może złapiecie jeszcze samolot, który za chwilę odleci z listami do Bajkogrodu- poinformowała ich Basia.
- Oczywiście, spróbujemy!- wykrzyknęła Huhatka, która lubiła takie przygody.
- Tuptusiu, daj mi ten list, polecę szybciej niż ty pobiegniesz.
- Dobrze, weź - żółw oddał kopertę sowie, ale sam też szedł pośpiesznie. Chciał zobaczyć, jak jego list dociera do rąk pilota samolotu pocztowego.



Na pasie startowym stały trzy pocztowe awionetki. Zwierzęta nie wiedziały, do której się mają udać, więc zaczęły od pierwszej.
- Dzień dobry, mam list do Bajkogrodu- wyszeptała zadyszana Huhatka do pilota.
- Ten samolot nie leci w tamtą stronę, musisz dotrzeć na koniec lotniska.
Sowa poderwała się do lotu i poszybowała dalej. Nagle, pierwszy samolot wystartował. Zrobiło się głośno,  zwiał silny wiatr. Huhatka przestraszyła się i niechcący upuściła ze szpon kopertę. List najpierw uniósł się, a potem opadł na trawę. Na szczęście obok przechodził żółw.
- Huhatko, mam!- zawołał Tuptuś, trzymając zieloną kopertę, nieco już nadszarpniętą i pobrudzoną.
- A to pech, że też akurat musiał wystartować ten samolot!- zawołała rozzłoszczona sowa. Znów chwyciła list, tym razem dziobem i wystartowała w stronę trzeciego samolotu.
Minęła drugi, do którego jeszcze pakowano paczki i listy.  Już prawie dotarła do celu, gdy trzeci samolot zatrzasnął drzwi i zaczął kołować.
- A niech to!- zawołał żółw.- Nie udało się! List nie dotrze do księcia i z pewnością się tak szybko nie spotkają, a on już za nim bardzo tęskni.

                                                                           ***
Tymczasem w odległej krainie, Bajkogrodzie, książę bawił się w chowanego ze swoimi kolegami. A ponieważ nie chciał, aby go ktoś znalazł, postanowił użyć swój magiczny kamyk i zamieniwszy się w żabę, schować w zaroślach jeziora. Tak też zrobił. Potarł swój kamień i zamienił się w Żabisława. Jednak to nie była mądra decyzja. Moc magicznego kamienia miała go chronić przed niebezpieczeństwem, a nie służyć zabawie i figlom. Gdy książę chciał powrócić do swojej ludzkiej postaci, kamyk odmówił posłuszeństwa.



Oczywiście książę wygrał zabawę w chowanego, żadne dziecko  go nie znalazło. Ani jego mama,  ani nikt inny. Wszyscy za to się zamartwiali, gdzie się podział ten mały łobuziak.
Żabisław posmutniał, zaplątany w zaroślach, nie zauważył nawet, że zgubił koronę. Teraz wyglądał jak całkiem zwyczajna żabka, nikt nie zgadnie, że jest księciem.
Pod wieczór poczuł okropny głód. Nie chciało mu się polować na muchy, więc zjadł kilka czarnych jagód z krzaczka. Dziwny miały smak, były cierpkie, gorzkie i wcale nie przypominały tych, które lubią chyba wszystkie dzieci.
Nagle Żabisław gorzej się poczuł, zrobił się fioletowy, potem czarny. Jego żabie łapki zaczęły zmieniać się w dziwne, owłosione, cienki nogi…. Po chwili książę zrozumiał, że stał się wielkim czarnym pająkiem. Jagody bowiem, które zjadł nazywały się Pajęczymi jagodami, bo miały moc zmiany każdego, kto je spożył, w pająka.



Oczywiście Żabisław o tym nie wiedział. I nie miał też pojęcia, co teraz ma zrobić. Jego pajęcze ciało nie słuchało poleceń. Ach, tak bardzo żałował tego, co zrobił. Postanowił wrócić do pałacu. Nie wiedział, że jedno małe zwierzątko wszystko to widziało. A był to mały jeż, Pikuś.

                                                                               ***
Na lotnisku smutny Tuptuś i zdenerwowana Huhatka patrzyli, jak odlatuje samolot do Bajkogrodu bez listu do księcia Filipa.
- To wszystko na nic!- zawołała Huhatka. – Jeśli chcemy spotkać się z Filipem, musimy sami udać się do niego.
- Najwidoczniej tak- powiedział żółw. - To rozsądny pomysł.
Nie myśląc długo, wrócili do swoich domków, spakowali kilka rzeczy do torby i ruszyli w stronę zamku księcia Filipa.
- Myślisz, że się ucieszy na nasz widok?- zapytał nieśmiało Tuptuś, który obawiał się trochę niezapowiedzianej wizyty.
- Hmm, z pewnością…chyba…mam nadzieję...- wydukała Huhatka, którą też obleciał strach.
- A co, jeśli Filipa nie będzie?- ciągnął Tuptuś.
- Cóż, przekonamy się za kilka godzin. Teraz rozkoszujmy się pięknymi widokami gór, lasów i potoków- odparła Huhatka, rozglądając się dookoła.
- Masz rację, Huhatko- przyznał żółw i już więcej się nie odzywał.
Gdy po kilu godzinach przyjaciele dotarli do Bajkogrodu, usłyszeli wiadomość od mieszkańców, że książę Filip zaginął. Właśnie ogłoszono poszukiwania.


Królowa Patrycja zalewała się łzami, a Król Michał wyruszył wraz z dworzanami na poszukiwanie do ciemnego lasu.
- Chyba dobrze trafiliśmy, Tuptusiu- stwierdziła Huhatka.- Każda para oczu się przyda.
- Zgadza się, jednak nie mam przekonania, że on się naprawdę zgubił. Myślę, że zamienił się po postu w żabę. - Niewiele osób znało tajemnicę Filipa.
- Możliwe, zaraz się dowiemy- dodała  Huhatka. Zastanówmy się, gdzie mógłby być, gdyby się stał Żabisławem?
- Nad wodą, to jasne!- stwierdził Tuptuś, który dobrze znał Filipa.
- Otóż to, więc się tam udajmy- zdecydowała sowa i poleciała pierwsza w stronę jeziora.
                                                                 
***
Tymczasem w zamku zdenerwowana i zapłakana królowa zauważyła czarnego pająka   próbującego wejść na tron księcia.
- Straże, zabrać tego pająka!- zawołała przestraszona.



Jednak straży nie było, gdyż wszyscy poszli na poszukiwanie chłopca. Królowa sama więc chwyciła miotłę i chciała nią zrzucić czarnego pająka z tronu. Uparte jednak to było stworzenie, gdyż co chwilę znów próbowało tam wejść.
Królowa wreszcie pozwoliła mu na to i gdy pająk usiadł na tronie chłopca, zachowywał się tak, jak zwykle Filip.
- Czy ty pająku jesteś moim synkiem?- zapytała królowa, jednak pająk jej nie odpowiedział.
- A może wiesz przynajmniej, gdzie on jest? – pająk nadal milczał, ale serce królowej było niemal już pewne, że to nie jest zwykły pająk. Wzięła go ostrożnie w dłonie i czule pogłaskała. Wtem  do komnaty wbiegła Huhatka, Tuptuś i  mały jeż.





- Dzień dobry królowo Patrycjo- rozpoczęła Huhatka grzecznie.
- Witajcie przyjaciele, jak miło was znów widzieć- odpowiedziała uradowana wizytą królowa.
- Mamy dla ciebie, królowo, informację- zaczął Tuptuś.- Wiemy, co się stało z księciem Filipem.
- Pozwól królowo, że przestawimy ci naszego nowego kolegę, jeża Pikusia, który widział, jak …- Huhatka nagle urwała zdanie. Jeżyk się grzecznie ukłonił, lecz i on nic nie powiedział onieśmielony spotkaniem z królową.
- Dziękuję wam, moi mili. Czy chcecie mi powiedzieć, że Filip zamienił się w pająka?- zaskoczyła przyjaciół mama księcia.
- Tak, skąd wiesz?- zdziwiła się sowa, myślała, że będzie pierwszą, która poinformuje monarchinię.
- Moje serce mi powiedziało- odrzekła królowa i pokazała pająka na dłoni.

Zwierzęta odetchnęły z ulgą. Dobrze przynajmniej, że Filip jest w zamku.
- Jak go odczarować? – zapytała królowa. – Może znacie jakieś antidotum?
-  Nie znamy, ale poszukamy. Czy możemy przejrzeć księgi w królewskiej bibliotece?- zapytała Huhatka, wyraźnie ucieszona z nowego zadania.
- Oczywiście, proszę bardzo- królowa wskazała drogę do wielkiej sali, w której były zebrane chyba wszystkie książki świata.
Po dłuższej chwili przeglądania różnych magicznych ksiąg, Pikuś zawołał cieniutkim głosem.
- Mam, to jest ten eliksir!- jeż pokazał niezwykle starą kartę z księgi.
Zwierzęta podeszły do niego i zaczęły czytać recepturę niezwykłego płynu.
- Skąd weźmiemy „tajny składnik”?- głowiła się Huhatka, czytając uważnie przepis.
- A co to za „tajny składnik”? – dopytywał Tuptuś.
- No właśnie nie wiem, jest napisane tylko „ tajny składnik -słodki, czerwony i niezwykle aromatyczny”. Na te słowa Pikuś powiedział:
- Zacznijcie już przygotowywać eliksir, za chwilę wrócę – Pikuś wybiegł z zamku i pobiegł gdzieś do królewskiego ogrodu.
Sowa, żółw i królowa stali nad wielkim garnkiem w kuchni  i wrzucali po kolei  składniki. Ciesz bulgotała, wydając przyjemną, słodką woń.
- Prawie gotowe! – zawołała Huhatka, mieszając w garnku wielką drewnianą łyżką.
- Brakuje tylko tego jednego składnika- przypomniał Tuptuś.
- Może spróbujemy na razie bez niego?- zaproponowała królowa, która nie mogła się doczekać spotkania z jej ukochanym synem.
- Hmm, to może być niebezpieczne- stwierdziła sowa, jednak podała królowej łyżkę z eliksirem.



Królowa upuściła na pająka jedną kroplę. Czekała chwilę… i nic… Nie ma reakcji. Drugą kroplę….i też nic…Pająk nadal był pająkiem. Nawet nie zmienił koloru.
- Wygląda na to, że bez tego składnika nic nie zrobimy- stwierdził przygnębiony Tuptuś.
- Gdzie jest Pikuś? – zapytała królowa. Miał zaraz wrócić?
- No właśnie-  Huhatka  przypomniała sobie o jego zniknięciu. - Przydałaby się jego pomoc.
Wtem drzwi do kuchni się lekko uchyliły i po cichu, niemal niepostrzeżenie wszedł jeż.
- O wilku mowa!- zawołała królowa na jego widok.
- O wilku? To przecież jeż!- zadziwiła się sowa, która nie słyszała wcześniej tego powiedzenia.



- Huhatko, tak się mówi, gdy akurat pojawi się ten, o kim się mówi- próbował wyjaśnić Tuptuś. Sowa jednak nie zrozumiała od razu.
- Proszę, znalazłem. Przepraszam, że tyle czasu mnie nie było, ale niełatwo było to znaleźć. Została chyba ostania na krzaczku. Jeż podał królowej małą, czerwoną, pachnącą poziomkę!
- Pikusiu, jesteś pewien, że ta poziomka ma czarodziejską moc ?
- Przekonamy się- powiedział Pikuś z uśmiechem.
Gdy królowa dodała ostatni składnik do eliksiru, nagle z garnka wzbiła się smuga  tak mocnego światła, że aż blask oślepił oczy wszystkich stojących w kuchni. Królowa nabrała na łyżeczkę czerwony, błyszczący płyn i polała nim pająka. On natychmiast zaczął zmieniać kształt i po chwili stał się chłopcem.



- Dziękuję wam!- zawołał Filip i rzucił się mamie w ramiona. Potem wyściskał swoich starych przyjaciół z lasu.
- Co ja bym bez was zrobił? Znów uratowaliście mnie- wyszlochał wzruszony chłopiec.
- Na szczęście się udało! – odrzekł żółw. – Ale chyba jeszcze o czymś zapomniałeś?
- Tak, zgubiłem koronę- przyznał Filip.- Bardzo mi przykro z tego powodu.
- Proszę, Filipie, oto ona- podała koronę Huhatka. Znalazła ją w zaroślach jeziora.
-  Dziękuję. I obiecuję, że nie będę już więcej jeść pajęczych jagód i zabawiać się moim magicznym kamieniem. Zrozumiałem, że nie ma z nim żartów- obiecał książę.



I tym razem wszystko skończyło się dobrze. Królowa ugościła przyjaciół najlepszymi smakołykami  królewskiego kucharza i zapewniła, że zawsze są mile widziani na zamku.
A Filip i przyjaciele z lasu do późnej nocy siedzieli w królewskiej bibliotece i przeglądali stare księgi, w których ukryta jest mądrość.














-










niedziela, 4 czerwca 2017

Przyjaciele z lasu i bolący ząb...

Kamila Posobkiewicz

Pewnego razu w leśnej krainie trzej przyjaciele, Żółw Leoś, sowa Huhatka i książę Filip przechadzali się w porze podwieczorku po leśnych ścieżkach i szukali smakowitych owoców- jagód, poziomek i malin. Zwierzęta bardzo dbały o to, aby ich pożywienie było zdrowe, dlatego często jadły warzywa i owoce. Książę Filip natomiast był łasuchem. Zamiast owoców wolał jeść cukierki. Najlepiej czekoladowe albo toffi. Na spacer po lesie zabrał ze sobą papierową torebkę, wypełnioną słodyczami, choć jego mama, królowa Patrycja, pozwoliła mu wziąć tylko dwa cukierki.



- Jak dobrze, że nie muszę się schylać i szukać tych drobnych jagódek- stwierdził Filip, wkładając do ust kolejnego cukierka.
- Nawet nie wiesz, ile tracisz- odparł Leoś. – Jest tu tak dużo owoców, że nawet nie trzeba ich szukać. Same się pokazują.
- Zgadza się, jeszcze nigdy nie  widziałam, aby w naszym lesie było tyle smacznych malin- dodała Huhatka.
- E,  tam- machnął ręką książę i sięgnął do torebki ze słodyczami.
- Myślę, Filipie, że jesz za dużo słodyczy- stwierdziła sowa, gdy usłyszała szelest papierka.- Jeszcze rozboli cię brzuch!
- Też tak myślę- przytaknął Leoś. Filip jednak nie przestał sięgać do torebki z cukierkami, dopóki się nie skończyły. Potem usiadł na kamieniu i rozkoszował się słońcem. Leoś i Huhatka weszli głębiej do lasu, bo tam zaprowadziła ich jagodowa ścieżka. Nagle usłyszeli czyjś głos.
- Ach, ciągle nie mogę wzlecieć wyżej. Szkoda, że nie lubię  zielonej pietruszki.
Leoś i Huhatka nie spodziewali się gości w lesie, ale najwidoczniej ktoś do ich tu zawitał.
- Kto to taki?- wyszeptał żółw, który niewiele mógł zobaczyć spomiędzy krzaczków jagód.
- Zaraz zobaczę- odparła Huhatka i poleciała na gałąź starego dębu.   W pierwszej chwili nie spostrzegła nikogo, lecz wciąż słyszała głos.
- Huhatko, widzisz kogoś?- Leoś nie mógł nie doczekać informacji.
- Nie, tylko słyszę czyjąś rozmowę- wyszeptała sowa.
- Ja też. Ten głos mi kogoś przypomina- stwierdził żółw.





Wtem znad kępek trawy i krzaczków jagodowych uniósł się zielony smok. Prawdziwy, z paszczą, ogonem i niewielkimi skrzydłami. Leoś i Huhatka nie spodziewali się takiego gościa. Zaczęli odczuwać niepokój.  Po chwili  jednak smok nie wydał się im taki groźny, jak myśleli. Usiadł nad rzeką i podgryzał marchewkę.
- Leosiu, zobacz, smok je marchewkę!- zauważyła sowa.
- Och, to nie może być groźny! Nikt, kto je marchewkę nie jest groźny- stwierdził stanowczo żółw.
 Zwierzęta postanowiły go przywitać. Wyłoniły się z gęstych zarośli lasu.
- Witaj smoku- zaczęła odważnie sowa.- Nazywam się Huhatka, a to mój przyjaciel, żółw Leoś.
- Miło mi, jestem Smoczyś. Wybrałem się na spacer i chyba zgubiłem drogę do domu. A ponieważ mam za małe skrzydła, nie mogę wzbić się wysoko, aby rozejrzeć się po okolicy.
- A dlaczego masz małe skrzydła?- zapytała sowa, która nie słyszała jeszcze o tym, by ktoś mając skrzydła, nie mógł latać.
- Moi rodzice twierdzą, że to ….bo….przez zieloną pietruszkę- wydukał smok.
- Jak to przez pietruszkę?- zdziwił się Leoś.
- Dokładnie tak, to przez nią, bo jest niesmaczna!- odparł już pewniej Smoczyś.
- Smaczna czy nie, jest bardzo zdrowa- wtrąciła mądrze Huhatka.
-No właśnie. W tym cały problem, że jest zdrowa. Do tego jest zielona, tak jak ja. Smoki dzięki niej mają zieloną skórę i mocne skrzydła- wyjaśnił smok.- Ja jej nie lubię i dlatego moje skrzydła nie chcą urosnąć.
- Ach, tak- Huhatka wykazała się zrozumieniem.


Przyjaciele rozmawiali ze smokiem, gdy tymczasem po drugiej stronie lasu,  książę Filip się obudził po krótkiej drzemce. Dostrzegł, że został sam na kamieniu. Przeciągnął się i ziewnął głośno.
- Chyba mnie zostawili ci moi przyjaciele- powiedział do siebie. – Muszę ich poszukać.
Filip nie miał pojęcia, dokąd udali się Leoś i Huhatka, ale całkiem przypadkiem wybrał tę samą jagodową ścieżkę. Obok tylu jagodowych krzaczków, porośniętych czarnymi koralikami, nie można przejść obojętnie. Nawet Filip poddał się urokowi tego leśnego skarbu i co chwilę sięgał po czarne kuleczki. Jego palce, tak jak i buzia były już fioletowe. Idąc w głąb lasu dotarł do polany nad rzeką. Nagle zobaczył zieloną postać z długim ogonem i skrzydłami, która z kimś rozmawiała.
- Smok! To prawdziwy smok! O rety! Mamo! Muszę uciekać!- panikował książę. Przypomniał sobie jednak o swoim magicznym kamieniu, który miał  niezwykłą moc. Gdy Filip był w tarapatach, a potarł kamień, zmieniał się w Żabisława- małą zieloną żabę. Przez uchylone gałęzie malin i jeżyn, chłopiec dostrzegł, że smok ruszył w jego stronę.
- Z pewnością mnie zobaczył i chce teraz mnie zjeść!- pomyślał przerażony. Gdy słychać było coraz bliżej kroki tego wielkiego zielonego stwora, Filip potarł swój kamyk zawieszony na sznurku i po chwili wskoczył do rzeki już jako żabka.  Szkoda, że nie wiedział o tym, że smok Stefek razem z Leosiem i Huhatką wyruszyli ścieżką jagodową w stronę chłopca.
- Filipie, gdzie jesteś?- wołała Huhatka podlatując co chwilę pod krzaczek lub na gałąź.
- Filipie, księciuniu, gdzie się schowałeś?- wtórował jej Leoś.
- Hop hop, książę, wyjdź z ukrycia- zawodził Smoczyś.
- Nigdzie go nie ma, przepadł jak kamień w wodę- stwierdziła sowa, rozkładając bezradnie skrzydła.
- W wodę? Może znów stał się żabą? – zabłysnął pomysłem Leoś.
- Nie, to głupie, żeby ot tak zamienić się w żabę- stwierdziła Huhatka, lekko zła, że to nie ona wpadła na ten pomysł.
Zwierzęta wróciły do miejsca, gdzie wcześniej na kamieniu spał Filip. Jednak śladu  chłopca nie było. Leżała tylko torebka po cukierkach, już zupełnie pusta.
- Niczego dla nas nie zostawił- rzekł ze smutkiem Stefek, patrząc na pustą torebkę i papierki po cukierkach porozrzucane na trawie.
- Od tego można się rozchorować- powiedział spokojnie Leoś, zbierając śmieci pozostawione przez Filipa.
- Myślę, że przydałaby się temu księciu lekcja porządków- zauważył Smoczyś.
- O, z pewnością. I jeszcze lekcja posłuszeństwa- stwierdziła oburzona tym, co zobaczyła Huhatka.- Słyszałam sama, jak królowa pozwoliła mu zjeść tylko dwa cukierki, a nie całą torebkę. Jeszcze się nam rozchoruje ten łobuz.



Wszyscy byli zmartwieni i zaniepokojeni, co się stało z chłopcem. Nie wiedzieli oni jednak, że w zaroślach, nieopodal kamienia, siedziała żabka z koroną na głowie i wszystko uważnie obserwowała. Było jej bardzo wstyd, że jej przyjaciele sprzątają papierki po cukierkach, które zjadła.  I chociaż już chciała powrócić do swej ludzkiej postaci,( bo stwierdziła, że smok ma dobre zamiary), lecz wstyd był tak silny, że nie chciała się pokazywać komukolwiek.

 Gdy już w lesie zrobiło się cicho,  na znak, że Leoś, Huhatka i Smoczyś już poszli. Żabisław potarł swój magiczny kamień i znów stał się chłopcem. Jednak już po chwili tego pożałował, gdyż ni z tego ni z owego zaczął boleć go ząb. Najpierw lekko, dał tylko znać o swoim istnieniu, potem coraz mocniej, aż wreszcie rozbolał go na całego.
Książę Filip usiadł na kamieniu i trzymając się z opuchnięty policzek, cicho jęczał. Ten głos usłyszała Huhatka, która ma niezwykle wrażliwy słuch.
-Słyszycie? To głos Księcia!- zawołała.
- Czyżby zabłądził w lesie?- zastanawiał się Leoś.
- Chodźmy tędy!- zaproponował smok, który widział najwięcej z towarzyszy.
Gdy ekipa dotarła do kamienia, zobaczyła smutny widok. Książę Filip siedział zwinięty w kłębek i trzymał się za lewy policzek, co chwilę stękając i pojękując.
- Oj, boli, ajajajaj….
- Nareszcie cię znaleźliśmy, książę- zawołała sowa, która była trochę zła na chłopca, że ruszył się z miejsca i przyprawił pozostałych przyjaciół o zmartwienia.
- Wyglądasz, jakby cię cos bolało, Filipie- stwierdził Leoś, którego na widok chłopca ogarnął żal.
- Boli mnie ząb- wydukał chłopiec.



Sowa aż podskoczyła i już chciała powiedzieć „ A nie mówiłam?”, gdy w ostatniej chwili ugryzła się w język. Pouczenia w takiej chwili nie miały sensu. Trzeba było pomóc obolałemu chłopcu.
- Znam świetnego dentystę- zaczął Stefek.- Jest zaufanym lekarzem mojej rodziny. Mogę was do niego zaprowadzić.
- Świetnie, a znasz drogę?- zapytała Huhatka.
- Tak, znam. Jego dom jest po drugiej stronie rzeki Błętkitki.
- Ale ty nie przelecisz nad rzeką- stwierdził Leoś. – Jak chcesz się tam dostać?
- Widziałem na rzece statek, może on mógłby nas przewieźć na drugą stronę?
- Tak, trzeba koniecznie udać się do dentysty. A ponieważ jesteśmy już w pobliżu Błękitki, chyba najlepiej będzie udać się do twojego lekarza, Smoczysiu.

Nad rzeką prom, który przewoził pasażerów na drugi brzeg, akurat był gotowy do rejsu. Na pokładzie siedziało już kilka zwierzątek - jeż, dwie wiewiórki, rodzina borsuków. Na widok smoka wszyscy poczuli się początkowo niepewnie, jednak gdy poznali Stefka i jego opowieść, od razu go polubili. Niektórzy nawet poczęstowali marchewką.
Podróż przez rzekę nie trwała długo i całe szczęście, gdyż do zęba z lewej strony doszedł jeszcze ból zęba z prawej.
- Oj, dlaczego tak boli?- jęczał coraz głośniej książę.
Sowa znów chciała powiedzieć, że doskonale zna przyczynę bólu, ale postanowiła nie pogrążać chorego. Dentysta wszystko mu wyjaśni.
I rzeczywiście, lekarz, smok z krwi kości od razu zapytał Filipa o ważną rzecz.
- Widzę mój drogi książę, że twoje zęby są bardzo smutne. Czy dużo jesz słodyczy?
Filip zastanowił się chwilę, po czym mruknął.
- Mhm….czasem tak.
- A czy po ich zjedzeniu myjesz zęby?- ciągnął smok dentysta.
- Nie zawsze- przyznał chłopiec.
-  No widzisz, właśnie dlatego twoje zęby są smutne- powiedział smok i zabrał się do leczenia tych najbardziej obolałych.



Za drzwiami gabinetu czekała gromadka zwierząt. Huhatka nerwowo dreptała po korytarzu, żółw siedział na krzesełku, a Smoczyś czytał gazetkę.
Po dłuższym czasie drzwi gabinetu otworzyły się i wyszedł z nich uśmiechnięty chłopiec w koronie.
- Już wszystko wyleczone!- zawołał radośnie. – Zobaczcie, o !- Filip otworzył buzię, chcąc pokazać swoje wyleczone i połatane kolorową plasteliną zęby.
-Zachowywałeś się, jak dzielny  pacjent!- pochwalił Filipa smok dentysta. – A na pamiątkę proszę przyjmijcie ode mnie drobny podarunek. Dentysta podał gromadce przyjaciół pudełko, w którym były szczoteczki i pasta do zębów.
- Myjcie po każdym posiłku!- dodał lekarz.- I odwiedzajcie mnie co jakiś czas. O żeby trzeba dbać.
- Dziękujemy, panie doktorze-  Smoczyś podziękował za wszystkich.

Na polanie, przed domem dentysty na smoka i księcia Filipa czekała niespodzianka -Królowa Patrycja oraz mama Stefka-Smoczanna. Przytuliły swoich synków, ucałowały, po czym wróciły z nimi do domu.
Zarówno Stefek, jak i książę Filip otrzymali wyjątkową lekcję tego popołudnia. Zrozumieli, jak ważne jest to, aby o siebie dbać i zdrowo się odżywiać.
I jeszcze, aby nie martwić swoich rodziców i przyjaciół.





Bajkogród bierze udział w kampanii promocyjnej marki Jordan




 Zadania do tekstu:
Zaznacz P - prawda, F- fałsz.

1.  Królowa Patrycja pozwoliła Filipowi zjeść całą torebkę cukierków.  P  F
2. Huhatka i Leoś poszukiwali w lesie owoców.  P  F
3. Zwierzęta w lesie spotkały smoka.     P  F
4. Leosia zabolał ząb.      P   F
5. Smok dentysta wyleczył zęby i dał pacjentowi podarunek.  P  F
6. Filip zrozumiał, że trzeba myć zęby i zdrowo się odżywiać.  P  F

Narysuj rysunek do wybranego fragmentu bajki. Zdjęcie prześlij na adres
bajkogrod@gmail.com

Zostanie umieszczone na blogu!
Miłej zabawy :)