Rozdział 9 Zasadzka

Kamila Posobkiewicz



Zapadła już ciemna noc, kiedy trzej bracia obudzili się z długiego snu. Znaleźli się w nieznanym sobie miejscu. Dookoła słychać było ciche, miarowe oddechy śpiących w namiotach ludzi. A z daleka pohukiwały sowy.

- Hmm, ciekawe, gdzie jesteśmy – zaczął Ronin, który pierwszy wyszedł z koszyka piknikowego Igi.
- Jest bezpiecznie?- zapytał  z  koszyka Timsa- Możemy wyjść?
- Wygląda na to, że tak- odparł brat.
- Idziesz, Sulim?- Timsa obudził najstarszego brata.
Po chwili wszyscy znaleźli się już na polanie. Rozprostowali nogi, przeciągnęli się kilka razy. Byli wyspani i w dobrym nastroju. Ocalili życie, to przecież najważniejsze. Rozejrzeli się po okolicy, ale nikogo nie zauważyli. Timsa jednak miał poczucie, że ktoś ich obserwuje. I miał rację! Ukryta pomiędzy koszykiem a torbą siedziała cicho mysz, o której istnieniu nikt nie wiedział. Na widok Trelinków poruszyła się i zachrobotała.



rys. Konrad, lat 6


- Kim jesteś? – zapytał ponownie, czując że się zbliża.
Mysz postanowiła wyjść z kryjówki.
- Nazywam się Pomponia- odparła cichuteńko, na szczęście Trelinki mają znakomity słuch.
- Mysz? Jak się tu znalazłaś?- zapytał zdziwiony Timsa.
- Schowałam się do torby z jedzeniem- znów cichuteńko odpowiedziała mysz.
W tym czasie pozostali bracia już zobaczyli, że Timsa z kimś rozmawia, podeszli do niego. Nad ich głowami przeleciała sowa, która już dostrzegła smaczny kąsek.
- Musimy się schować, tu jest niebezpiecznie. – zarządził Sulim- Sowy polują na myszy.


Wszyscy pobiegli w głąb lasu. Pomponia bardzo się zmęczyła, musiała przystanąć pod krzaczkiem jagód i chwilę odsapnąć.



- Co tu robisz Pomponio?- skorzystał z wolnej chwili Timsa i kontynuował rozmowę.
- Chciałam podróżować razem z wami. Jestem zbyt strachliwa, żeby udać się samej w podróż. – odrzekła.
- Jak to zrobiłaś, że nikt cię nie zauważył wcześniej?- wtrącił Ronin.
- Jestem myszką, potrafię się dobrze ukryć.- Pomponia się uśmiechnęła.
- My jesteśmy Trelinkami- przedstawił braci Sulim.
-  Już wiem, wszystkie zwierzęta wokół o was słyszały. Potrzebujecie eliksiru, żeby przepędzić Korkola –  mysz zadziwiła ich swą wiedzą.
- Znam go i jego brata.- dodała Pomponia
- To on ma brata?- zdziwił się Timsa- Może też napadnie na naszą osadę?
- Och nie, on nie jest taki jak Korkol. Jest dobry i pomocny. Nazywa się Kikma.
- Aż trudno w to uwierzyć, że brat Korkola może być dobry- powątpiewał Ronin.
- On na pewno nie zrobi wam krzywdy z tego również powodu, że mieszka daleko stąd, gdzieś w Mroźnych Górach.- odpowiedziała Pomponia.
- W takim razie nie martwy się o niego, tylko chodźmy się rozejrzeć po okolicy- zaproponował Sulim. Wszyscy zniknęli w mroku lasu.
 Szli przez chwilę pomiędzy krzaczkami jagód i ściółką leśną, gdy nagle Pomponia usłyszała stłumiony krzyk. Rozejrzała się, nigdzie nie było Trelików. Za to zauważyła niedużą dziurę w ziemi. Podeszła bliżej, choć nieco się bała. W każdym razie mogła zobaczyć ją sowa.
W dole szamotali się trzej bracia.


rys. Konrad, lat 6 


- I co teraz? – zapytał Timsa- utknęliśmy tu na zawsze!
- Wygląda na to, że wpadliśmy w zasadzkę, dół był zasłonięty liśćmi, mchem, nie było go widać.- odparł Sulim
- No to pięknie!- Timsa był bliski łez.
- Nie panikuj bracie, z pewnością mysz zauważy, że nas nie ma i pójdzie po pomoc- wtrącił Ronin.
- Byleby zdążyła przed tym, kto nam to zgotował- jęczał Timsa.
- Hmm, ciekawe tylko, kto to lub co?-zastanawiał się Sulim.-Gdzie jesteśmy? Kto tu mieszka?
- Halo, Trelinki, jesteście tam?- Pomponia zjawiła się nad zasadzką.
- O, dobrze, że jesteś Pomponio!- ucieszył się jak nigdy dotąd najmłodszy z braci.- Wyciągniesz nas?
- Wpadliśmy do dołu- wyjaśnił Ronin, choć mysz już o tym wiedziała.
- Jak mogę was wyciągnąć?- kontynuowała mysz.
- Potrzebujemy linę- zawołał Sulim.

Mysz się rozejrzała, ale nie zauważyła niczego, co by przypominało linę. Odwróciła się tyłem do dołu i zawołała.


- Chwyćcie się mojego ogona!
- Dzięki, ale to nie jest dobry pomysł- zaprzeczył Ronin.
- Nie? Dlaczego? – zmartwił się Timsa już gotowy do wspinaczki po ogonie Pomponii.
- Timso, potrzebujemy prawdziwej liny, przykro mi- dokończył średni brat.
- W takim razie sprowadzę pomoc- stwierdziła mysz i pobiegła w głąb lasu.
- Dlaczego nie mogliśmy się wspiąć po jej ogonie?- ciągnął załamany Timsa- Przecież bylibyśmy już na górze, a tak siedzimy tu i czekamy..
- Timso, zaraz wyjdziemy- Sulim zaczął przyglądać się ścianie otworu.- Trzeba się tylko wspiąć.
Nagle zauważyli, że w dole pojawiła się zrobiona z patyków i gałązek drabina.
- Jesteśmy utarowani! – wykrzyknął Timsa i od razu uchwycił się drabiny.
- Zaczekaj- zatrzymał go Ronin- nie wiadomo, kto ją tu spuścił.
- Czy to takie ważne? Możemy wyjść i ja zamierzam to szybko zrobić.- Timsa wdrapał się po szczebelkach i stanął na powierzchni. Za nim ostrożnie wyszedł Ronin, na końcu Sulim.

Spodziewali się zobaczyć mysz, ale zamiast niej stała gromada dziwnych stworzeń, przypominających małe misie.


- Aha, to nie koniec problemów- wyszeptał Ronin.
- Spokojnie, może nie mają złych zamiarów- dodał Sulim.- Może wystarczy porozamawiać.
- Masz rację, ja to zrobię.- odparł Ronin
Trelinki spostrzegły, że  misie podchodzą do niech coraz bliżej. W końcu stanęły. Jeden z nich wyszedł przed szereg i zaczął mówić.
-  I kogo my tu mamy?- zapytał zaczepnie miś- Jakieś trzy dziwne istoty.
- Jesteśmy Trelinkami- zaczął Ronin- Nie mamy złych zamiarów, wpadliśmy do zasadzki przez przypadek.
 Miś popatrzył uważnie na braci, obejrzał ich z każdej strony.
- Co tu robicie w nocy?- zapytał miś – Czy wiecie co to za las?
- Nie, jesteśmy tu pierwszy raz- wyjaśnił Timsa
- To las Kuki, a my jesteśmy misiami Kuki, wojowniczymi misiami- powiedział z przekonaniem miś.
- Jesteśmy tu przejazdem, rano wyruszymy w dalszą drogę na Półwysep Wichrów.- dodał Sulim.
Misie Kuki  na te słowa bardzo się  poruszyły. Zaczęły szeptać między sobą.
- Chodźcie z nami, zaprowadzimy was do wodza- stwierdził miś Kuki i ruszył, a za nim pozostałe misie. Trelinki szły na końcu, niepewnym krokiem...





,